Z asp. sztab. Przemysławem Kałdowskim z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy
rozmawia red. Sara Stanisz-Szachnowska
rozmawia red. Sara Stanisz-Szachnowska
-
Co skłoniło Pana do związania się z International Police Association?
-
International Police Association zacząłem interesować się już sześć lat temu,
jednak w szeregi tego Stowarzyszenia wstąpiłem dopiero w lutym 2011 roku.
Czułem potrzebę bycia członkiem społeczności międzynarodowej. Chciałem poznać
bratnie dusze, które obowiązki podobne do moich wykonują również w innych
krajach.
-
Dlaczego zainteresował się Pan Stanami Zjednoczonymi?
-
W naszej części Europy, Stany Zjednoczone w dalszym ciągu kojarzone są z hasłem
„Amerykańskie marzenie”.
Krainę mlekiem i miodem płynącą, a ściślej - złotem i ropą, kraj coltów i
mustangów na prerii zobaczyć chce prawie każdy chłopak, który wychował się na
książkach Karola Maya i westernach z Johnem Waynem. Dzisiaj Stany Zjednoczone,
to państwo ogromnych kontrastów i nie sposób mówić o nich, jak o jednym
kraju. Gdy nadarzyła się więc okazja wyjazdu, nie zastanawiałem się ani chwili.
Miałem nadzieję, że i mnie spełni się małe amerykańskie marzenie zwłaszcza, gdy okazało się, że
miejscem docelowym będzie Kalifornia.
-
Jakie są wymogi stażu w amerykańskiej Policji w ramach Placement Programme?
-
Oczywiście, aby skorzystać z programu Placement Programme należy być członkiem
IPA i porozumiewać się w języku obowiązującym w kraju, do którego się udajemy
lub posługiwać się w stopniu komunikatywnym językiem angielskim. Myślę też, że
bardzo przydaje się otwartość na nowe doświadczenia i umiejętność asymilacji.
Szczególnie w Ameryce taka postawa powoduje, że można być przyjętym, jak członek rodziny.
-
Czym zajmował się Pan jako polski policjant-stażysta w Livingston?
-
W pierwszych dniach traktowany byłem jako osoba reprezentacyjna podczas spotkań
z władzami miasta, w różnych komendach Policji, szkołach Policji Ruchu Drogowego
oraz w szkołach lokalnych. Wszędzie otaczano mnie troskliwą opieką i było to
niezwykle miłe. Zapewniono mi też bardzo duży komfort bezpieczeństwa. Natomiast
podczas pełnienia służby, byłem głównie obserwatorem. Brałem udział w szkoleniu
policjantów CHP (California Highway Patrol) – Ruchu Drogowego w Sacramento w doskonaleniu techniki jazdy.
Szkolenie to prowadzone było na Dodge Challenger z silnikiem HEMI 5.7 litra.
Poznawałem poza tym specyfikę pracy różnych działów. Po przejściu instruktażu,
czynnie uczestniczyłem w działaniach antynarkotykowych. Prowadziłem nadzór z powietrza,
oblatując podległy teren śmigłowcem z oddziałami SWAT (Special
Weapons and Tactics). Uczestniczyłem też w
interwencjach domowych oraz prowadziłem nadzór nad więźniami w więzieniu stanowym. Przede wszystkim jednak pełniłem służbę patrolową z
lokalną Policją prewencyjną i funkcjonariuszami ruchu drogowego. Brałem również
udział w zabezpieczeniu wizyty Wiceprezydenta USA, na którą przybył samolotem
Boeing 747 Air Force One. W związku z tym, że mój pobyt w Kalifornii przebiegał w okresie pomiędzy 11 a
26 października 2013 roku, znalazł się także czas na udział w ceremonii
złożenia kwiatów pod pomnikiem policjantów poległych na służbie.
-
Czy według Pana jest coś specyficznego w pracy amerykańskiego funkcjonariusza
Policji, co odróżnia go od policjanta polskiego?
-
Funkcjonariusze Policji na całym świecie mają nadrzędny obowiązek - dbać o bezpieczeństwo i chronić obywateli. Pod tym względem służby w obu krajach
niczym się nie różnią. Diametralnie inne mogą być natomiast warunki, w jakich
te obowiązki się wypełnia. Policja amerykańska jest bowiem dobrze wyposażona,
ale i u nas pod tym względem dużo się poprawiło. Społeczeństwo amerykańskie
żywi do Policji ogromny szacunek. To, co najbardziej wyróżnia ten kraj, to
mentalność obywateli, którzy doskonale zdają sobie sprawę, że na służbę
funkcjonariusz musi zawsze wychodzić w kamizelce kuloodpornej i z dodatkową
długą bronią. W stanie Kalifornia nie jest to bez znaczenia przy powszechnym
dostępie do broni i narkotyków. Ja również na służbę zabierałem dodatkową broń,
nawet na motocykl. W razie potrzeby, każdy amerykański policjant gotów jest
nadstawić swoją pierś. Taka postawa jest czymś normalnym, dlatego przebywając
wśród tych chłopaków i dziewczyn, czuje się atmosferę pełnienia misji. Tego
można im pozazdrościć, a obywatele na każdym kroku okazują im za to swoją wdzięczność. Podczas
realizowania zadań na służbie, funkcjonariusz musi mieć zapewnione maksimum
bezpieczeństwa. Stąd, nie korzysta się z notatników służbowych, ponieważ
skupiając się na pisaniu niedostatecznie poświęcamy czas na obserwację
otoczenia. Wszelkie informacje generuje system w komputerze. GPS wpisuje czas i miejsce działania, a wszystkie dane osoby czy
pojazdu odkładają się w dossier. W radiowozach działają kamery z możliwością
podglądu dyżurnego, który w każdej chwili może zareagować na zagrożenie. Dzięki
temu, że policjant, oprócz normalnego kontaktu radiotelefonicznego ma również
kontakt, tak zwany cichy - w uchu, dyżurny kontrolując sytuację na swoim
monitorze, przekazuje policjantowi informacje na ucho, gdy ten jest zajęty
innymi czynnościami. Na stosunkowo niewielkim terenie, jednoosobowych patroli
zmotoryzowanych jest kilka i w razie konieczności niesienia sobie wzajemnej
pomocy, w ciągu minuty pojawiają się wszystkie w jednym miejscu. W tym
przypadku, różnice pomiędzy Policją amerykańską a polską wynikają nie tyle z pełnionych
zadań, co przede wszystkim z organizacji służby.
-
Jakie są codzienne obowiązki i zadania kalifornijskiej Policji?
-
Struktura w kalifornijskiej Policji jest znacznie rozbudowana i podzielona.
Policja prewencyjna działa na zasadzie naszej Straży Miejskiej, czyli dysponują
nią władze miasta. Główne zadania, to zapewnienie ładu i porządku na drogach,
zabezpieczanie lokalnych imprez, a także działalność prewencyjna i komunikacja
społeczna. Liczba zatrudnianych funkcjonariuszy zależy od stanu lokalnego
zagrożenia. W Kalifornii tego typu służby mają granatowe umundurowanie.
Powoływana jest również służba Prewencyjna Stanowa, która ma te same zadania
tyle, że na większym terenie. Funkcjonariusze ci ubrani są w zielone spodnie i
koszule piaskowego koloru (sahara). Dowodzi nimi Szeryf Stanowy, któremu
podlegają ponadto policjanci ze Służby Więziennej (całe umundurowanie zielone),
policjanci z oddziałów szybkiego reagowania SWAT oraz przewodników psów - słynne K9.
Oddzielną formacją jest „drogówka” czyli CHP, do
zadań której należy przede wszystkim dbanie o bezpieczeństwo na autostradach
stanowych. Korzysta ona z pełnego umundurowania w kolorze beżowym (sahara). Na końcu wyróżnić należy
jeszcze najbardziej znane spośród służb federalnych - FBI (Federal
Bureau of Investigation) oraz DEA (Drug
Enforcement Administration). Ciekawostką
może być natomiast to, że dla większego komfortu i bezpieczeństwa policjanci
nie muszą nosić na służbie nakryć głowy. Podyktowane jest to wysokimi
temperaturami, które grożą przegrzaniem organizmu.
-
Udało się Panu podczas swojego pobytu zwiedzić tę część Ameryki?
-
Wyjeżdżając do Kalifornii miałem nadzieję, że uda mi się poznać kilka
najważniejszych miejsc. Zwiedziłem więc stolicę Kalifornii - Sacramento ze
wspaniałym starym miastem w stylu miasteczek westernowskich i z parostatkiem na
rzece o tej samej nazwie, co miasto. Zobaczyłem San Francisco ze słynnym mostem
Golden Gate Bridge oraz ulicą Lombard Street z filmu „Ulice San Francisco”.
Uwagę moją zwróciły też charakterystyczne tramwaje z napędem w jezdni. Obejrzałem
ponadto więzienie Alcatraz, a w górach Sierra Nevada odwiedziłem, podziwiany Yosemite National Park - drugi po
Yellowstone. Byłem także w kultowym mieście Santa Cruz, znanym z planów
hollywoodzkich filmów oraz w jednym z najstarszych kalifornijskich miast -
Monterey, z przepięknym oceanarium. Tam właśnie miałem przyjemność spotkać
aktora, reżysera i producenta - Clinta Eastwooda. Jako zapalony motocyklista
nie mogłem też odmówić sobie przejażdżki Harleyem-Davidsonem i zaliczyć Drogę 66 pustynią Mojave. Na cały weekend pojechałem do Las Vegas w
stanie Nevada. W Arizonie natomiast zobaczyłem wspaniały Grand Canyon (Kanion
Kolorado) ze sławną Tamą Hoovera. Odwiedziłem poza tym region Napa Valley w Kalifornii
- miejsce uprawy winorośli na wyborne wina. Zostałem zaproszony również na
bardzo popularne w tym regionie Święto Dyni – Pumpkin
Day. Do niezwykłych wydarzeń zaliczyć mogę na pewno także obejrzenie meczu
futbolu amerykańskiego na stadionie Uniwersytetu Stanforda.
-
Kogo zapamiętał Pan w sposób szczególny?
-
W Sacramento brałem udział w spotkaniu członków IPA z całego świata i tam
nawiązały się znajomości, które od czasu do czasu, na przykład z okazji świąt
podtrzymywane są drogą e-mailową. Poza tym, spotkałem policjanta z San Francisco
o polskich korzeniach. Sprowokowałem go do odwiedzenia starego kraju i
zapewniłem mu gościnę u siebie, w Polsce. Kontakt ze sobą utrzymujemy do tej pory. Przybywając do
Kalifornii, miałem zaszczyt być gościem w domu szefa Policji Livingston - Rubena
Chaveza. Poznałem jego rodzinę i wielu przyjaciół. Często dzwonimy do siebie, piszemy e-maile i
wysyłamy upominki z okazji świąt. W lipcu 2017 roku planujemy ze swoimi
rodzinami wspólną wycieczkę po Polsce i krajach ościennych - oczywiście na motocyklach.
Rozmowy są już bardzo zaawansowane, więc jestem pewien, że ten czas spędzimy
razem na zwiedzaniu i wspomnieniach. Mamy również z całą rodziną nieustające zaproszenie do
Kalifornii.
-
Dziękuję za rozmowę.
Fot. ze zbioru własnego asp. sztab. Przemysława Kałdowskiego
Fot. ze zbioru własnego asp. sztab. Przemysława Kałdowskiego